Pamiętam ten dzień 25 lipca 2011 r., kiedy po raz ostatni w widziałam Harego z naszym synem. Jak co piątek z samego rana krzątali się po domu i przygotowywali kanapki na całodniowy wypad na łódkę. To była ich mała męska tradycja. Gdy Jimmy miał 4 lata Hary po raz pierwszy zabrał go na ryby. Pamiętam, że kurczowo upierałam się, żeby został w domu. Uważałam, że był jeszcze za mały na takie wyprawy i że coś może mu się stać. Nie zauważyłam go kiedy wszedł i powiedział swoim aksamitnym głosikiem: Mamusiu jeśtem juź duzi,poradzę sobie. Tatuś obiecał mi, zie zabiezie mnie na łódkę i pokazie jak łowi się rybki. Byłam w szoku gdy mój mały synuś stanął ubrany w kuchni z swoim zielonym plecaczkiem z wyszywanym psem Pluto i czekał aż jego ojciec zapakuje mu przysmaki na drogę. Widziałam w jego oczach podniecenie i radość ze zbliżającej się przygody. Podeszłam tylko do niego, ucałowałam w policzek i szepnęłam do ucha: Kocham cię syneczku. Jestem z ciebie bardzo,bardzo dumna. Gdy wrócili do domu mały był tak podekscytowany, że ciężko było nadążyć za tym co mówił, ale ja chłonęłam każde jego słowo jakby było ostatnim. Opowiadał jak Hary pozwolił mu trzymać ster łódki, założyć robaka na haczyk, co było dla mnie obrzydliwe i jak złowili ogromną rybę z wielkimi zębami, którą potem upiekli razem na ognisku w lesie. Łzy popłynęły mi po policzku. Na nowo uświadomiłam sobie, że już nigdy nie zobaczę moich mężczyzn. Nigdy nie będę mogła wziąć w ramiona mojego kochanego syna i już nigdy nie powiem mu jak wiele dla mnie znaczy. Gdy po raz ostatni wybierali się na wędkowanie wszystko szło nie tak. Budzik nie zadzwonił i Hary zaspał, więc wszystko robili w biegu. Powodowało to u mnie dziwne uczucie zdenerwowania ale jakieś inne trudne do zdefiniowania. Hary może nie jedzie na te ryby dzisiaj. Zobacz, która jest godzina. Już 2 godziny temu powinniście być na miejscu. Odłóż z Jimmym ten wyjazd na przyszły tydzień, proszę.
Alice nie martw się. Zaraz spakuje kanapki, wrzucę do samochodu torby i za niecałą godzinę będziemy łowić sandacze.
Ale ja jestem dziś jakaś podenerwowana. A nigdy tak nie mam przed waszym wyjazdem. Proszę Jimmy przekonaj ojca, żebyście zostali w domu.
Mamo ale tato ma racje, wszystko będzie ok. Widziałam jak Hary z Jimmym spoglądają na siebie kątem oka i szelmowsko się do siebie uśmiechają. Dali mi do zrozumienia, że przesadzam i zachowuje się jak histeryczka. Pomyślałam, że może mają rację. W końcu od 10 lat wyjeżdżają co piątek na ryby i zawsze wracają cali i zdrowi. Postanowiłam dać im spokój i upewnić się czy wszystko zabrali.
Hary wszystko spakowałeś?Jedzenie, płaszcze przeciwdeszczowe, kapoki?
Tak,kochanie mam wszystko.
Jimmy synku weź proszę telefon ze sobą, chcę mieć z wami jakiś kontakt.
Co telefon na łódkę? Przecież wszystkie ryby nam wypłoszysz, jak co pięć minut będziesz wydzwaniać.
Proszę cię,ten jeden raz weź ją ze sobą. Jak dojedziecie to zadzwonisz do mnie, powiesz czy wszystko ok a potem ją wyłączysz.
No dobrze, mamo tylko jeden telefon!
Tak jeden. Gdy wychodzili z domu nadal czułam to dziwne uczucie. Podbiegłam do drzwi by powiedzieć im jak bardzo ich kocham. Obraz Harego i Jimmy'ego uśmiechających się i machających do mnie nadal mam przed oczami. Tego dnia nie wrócili już do mnie. Doszło do załamania pogody i łódka się wywróciła. Oboje utonęli. Gdybym wtedy nie pozwoliła im pojechać na te cholerne ryby, to dziś byli by ze mną. Hary kochanie, dlaczego mnie wtedy nie posłuchałeś? Dlaczego pozwoliłeś aby los pozwolił mi cię odebrać? Tak strasznie za tobą tęsknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz