Książka stanowi świetne lekarstwo na całe zło. Być może istnie taka, która będzie panaceum na wszystkie dolegliwości nękające moją duszę. Jeżeli została napisana, to z bólem serca muszę przyznać, że nie jest w moim posiadaniu. Nadal jestem na etapie poszukiwania tej jedynej. Są natomiast w mojej biblioteczce książki, po które zawsze sięgam, gdy mnie coś trapi. Tematykę jaką w danej chwili wybieram uzależniam od mojego stanu duchowego i psychicznego. Gdy jest mi źle a uśmiech na twarzy nie gościł już parę dni i pogoda za oknem nie napawa optymizmem to sięgam po książki Nory Roberts, niezależnie czy są to akurat harlequiny czy jej piękne powieści. Jeżeli już nagromadzi się we mnie mnóstwo negatywnych emocji i energii, to stosuje terapię duchowego oczyszczenia za pomocą literatury martyrologicznej i napisanej przez życie. Z sentymentem sięgam zawsze po książkę Hanny Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem" lub opowiadania Borowskiego. Po przeczytaniu tych pozycji, zawsze mówię sobie: jesteś szczęściarą! Nikt nie wystawia twojego człowieczeństwa na próbę i nie musisz walczyć o każdą sekundę twojego ziemskiego życia. Gdy nadchodzi katharsis czuję się lekka i znowu mam siły aby góry przenosić, nic nie jest w stanie mnie zatrzymać. W celu potrzymania błogiego stanu ducha sięgam po literaturę fantasy, najchętniej po serię Olgii Gromyko, aby przenieść się do innego świata, przeżyć niesamowite przygody i żyć życiem ich bohaterów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz