
"Wbrew sobie" to książka bardzo uniwersalna, ponadczasowa, której historia znajduje swoje odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Jakże często w dzisiejszym świecie małżeństwa borykają się z problemem niepłodności - z brakiem własnego potomstwa. Chęć posiadania dzieci jest naturalną rzeczą taką samą jak oddychanie. Nie zawsze jest dane każdej parze mimo wielu starań, uporczywych terapii, psychoanaliz zostać rodzicami. Nikt również nie będzie w stanie zrozumieć pary a w szczególności kobiety, która nie może mieć dzieci, a próby in vitro kończą się fiaskiem jeśli sam w jakimś stopniu tego nie doświadczył. Bardzo często tak traumatyczne doświadczenia wywracają życie do góry nogami a ludzie zmieniają się o 360°.
Dla mnie jest to książka, która pokazuje, że zatwardziałość i zawziętość w swoich przekonaniach, chęć pielęgnowania bólu, żalu i niesprawiedliwości a także brak zrozumienia ze strony otoczenia powoduje, że w obliczu ciężkich wydarzeń stajemy się osobami autodestrukcyjnymi.
Pisarka pięknie to ukazuje na przykładzie głównej bohaterki, która niszcząc swoje małżeństwo niszczy również siebie, swoje relacje z siostrą, przyjaciółmi a także doprowadza do problemów zawodowych. Dopiero upadek na samo dno sprawia, że kobieta zaczyna trzeźwo myśleć o tym co się wydarzyło w jej życiu, że to ona była główną przyczyną tego wszystkiego co ją spotkało. Próbuje odbudować swoje relacje z najbliższymi, ale czy jej się to uda?
Cała książka jest napisana w przystępny sposób, szkoda tylko, że autorka tak bardzo ją rozbudowała i wplotła w nią kilka wątków co powoduje jej rozwleczenie i skutkuje pokaźnymi rozmiarami. Ponadto autorka jak dla mnie za mało skupiła sie na duchowej przemianie głównej bohaterki, co jest niezwykle ważne w ukazaniu jej drogi do odbudowy utraconego życia, odbudowy samej siebie . Niemniej jest to książka, którą warto przeczytać i zastanowić się co ja bym zrobiła i jak ja bym się zachowała gdyby mnie to wszystko spotkało co główną bohaterkę.



